 |
W dniu 16 czerwca, w wieku prawie 90 lat zmarł wybitny kapłan i
patriota, ksiądz Michał Poradowski.
Jego bogato urozmaiconym życiorysem można byłoby obdarować kilka osób.
Urodził się 4 września 1913 roku w Niedźwiadach koło Kalisza. W
okresie nauki w Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Kaliszu udzielał
się w harcerstwie i już wtedy zetknął się z ruchem narodowym, wstępując
do Młodzieży Wielkiej Polski. Ten fakt związał go na zawsze z
ideologią narodową, dając mu solidny fundament w postaci szkoły
politycznego myślenia, pasji działania na rzecz własnej społeczności,
a jednocześnie już wtedy podjął decyzję o wyborze stanu kapłańskiego.
Po ukończeniu gimnazjum w 1931 roku wstąpił do Wyższego Seminarium
Duchownego we Włocławku i tam pięć lat później otrzymał święcenia
kapłańskie.
Wybitnie zdolny i oczytany, postanowił kontynuować naukę, czując się
świetnie w atmosferze pracy naukowej. Wstąpił na Wydział Prawa
Uniwersytetu Warszawskiego. Niestety, wybuch II wojny światowej w 1939
roku na kilka lat odsunął go od działalności naukowej - ale nie całkiem,
kontynuował bowiem studia, choć w ograniczonym zakresie, na tajnych
kompletach UW. Równolegle prowadził działalność konspiracyjną.
Jego starszy brat Szymon (1909-1983) - doktor biologii, już przed wojną
był z ramienia Stronnictwa Narodowego komisarzem Młodzieży Wielkiej
Polski.
W okresie okupacji konspiracyjni działacze SN utworzyli kilka
organizacji. Jedną z nich była Narodowo-Ludowa Organizacja Wojskowa (NLOW),
której współtwórcą był dr Szymon Poradowski ("Szymon",
"Piotr"). Ksiądz Michał działał razem z nim.
W 1942 r. na skutek wielu inicjatyw scaleniowych nastąpiły wielkie
reorganizacje konspiracyjnych organizacji niepodległościowych. Kilkanaście
organizacji o obliczu narodowym (w całości lub częściowo) doprowadziło
do utworzenia Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). Wśród nich była NLOW,
która w całości weszła w ich skład, zasilając nową organizację
dobrze przygotowaną kadrą działaczy i przede wszystkim bardzo
rozbudowanym aparatem propagandowym w postaci konspiracyjnych drukarń,
powielarni i kilkunastu dużych redakcji pism ideowo-politycznych.
W NSZ ks. Michał rozwinął swój talent organizacyjny, powierzono mu
bowiem organizację służby duszpasterskiej przy dowództwie NSZ. Posługiwał
się wówczas pseudonimem "Benedykt". Jego rola polegała na
systematycznych szkoleniach dla kapelanów wojskowych i organizacji
terenowej służby duszpasterskiej, która istniała w okręgach,
powiatach, a także w oddziałach partyzanckich NSZ. Jego największym
osiągnięciem było jednak wydawanie konspiracyjnego czasopisma "Lux
Mundi" ("Światło Świata"). Pierwszy numer ukazał się
w listopadzie 1943 r., ostatni, jaki znamy, pochodzi z lipca 1944 r. Później
prawdopodobnie pismo to już się nie ukazywało. Ksiądz Michał
Poradowski był redaktorem naczelnym pisma i jednym z głównych autorów
zamieszczanych tam materiałów. Nie miało ono odpowiednika w całej
polskiej konspiracji, tak przecież bogatej w sferze
propagandowo-ideowej.
Była to inicjatywa wydawnicza zrealizowana przy ogromnej pomocy Księży
Pallotynów, którzy mieli swój dom koło Warszawy. Tam prawdopodobnie
mieściła się też redakcja pisma. Ksiądz "Benedykt" nie
mieszkał zresztą w Warszawie, ze względów bezpieczeństwa osiadł w
Chylicach.
W artykule wstępnym ("Od Redakcji") - w pierwszym numerze
"Lux Mundi" ks. Michał Poradowski pisał: "Budzić więc
wśród kapłanów świadomość Boskiego posłannictwa, wskazywać na
ducha i formy postaci proroczej kapłana, otwierać ze skarbca wiary
najpotężniejsze środki do umoralnienia, uduchowienia i przebóstwienia
człowieka, nawiązywać stale do najnowszych zdobyczy psychologii, tak
ważnych w organicznie pojmowanym wzroście osobowości, zwracać uwagę
na zaniedbane dziedziny życia prywatnego i zbiorowego, potrzebującego
rychłego odrodzenia religijno-moralnego - oto cel, jaki wytknęła
sobie redakcja tego nowego pisma kapłańskiego.
Całą zaś pracę poświęcamy naszej Matce i Królowej Niebieskiej z
prośbą serdeczną, żeby nas dogłębnie przepoiła Swoim duchem
apostolskim oraz wychowała nas na wybitnych przywódców, na prawdziwe
lux mundi".
W kilku numerach pisma redakcja zamieściła fragmenty dzienniczka młodego
dowódcy oddziału partyzanckiego NSZ (jego nazwiska już dziś nie
znamy), który poległ w walce. "Pozostała po nim mała,
niepozorna książeczka" - napisano w króciutkim wstępie. Warto
tu przytoczyć choćby mały fragment z jego zapisków, aby być bliżej
myśli naszych poprzedników: "Boże, nie odmawiaj żołnierzowi
polskiemu łaski zbawienia. Kto zginie za sprawę polską z naszych współbraci
i sprzymierzonych, a nawet ktokolwiek życie kończy na Ziemi Polskiej:
oby był zbawiony, spraw to, Jezu!". Oto etyka żołnierza
polskiego w konspiracji - modlił się o łaskę Bożą dla swych wrogów,
najeźdźców Ojczyzny, podczas najstraszniejszej z wojen.
Okres Powstania Warszawskiego ks. kpt. "Benedykt" spędził w
podwarszawskim Boernerowie, odcięty od terenów walk. Co gorsza, spłonęły
jego notatki i rękopisy, w tym tekst książki przygotowywanej wówczas
do druku "Katolickie Państwo Narodu Polskiego". Zachowały się
z niej zaledwie dwa rozdziały. Promieniuje z nich duch wielkiego myśliciela,
a wiele zawartych tam myśli nie traci na aktualności, jak choćby ta:
"O katolickości Państwa decyduje jego ustrój, a więc zasady, na
jakich jest zbudowany i na jakich rzeczywiście trzyma się w życiu.
Czy są to zasady katolickie, a więc wzięte z Ewangelii i z jej duchem
i myślą przewodnią całkowicie zgodne, czy też jest tylko trochę w
Konstytucji i różnych deklaracjach dekoracyjnie wspomniane, podczas
gdy ustrój Państwa jest obojętny na naukę Ewangelii". Jakże
bardzo pasuje to do naszej obecnej sytuacji i do Konstytucji III RP oraz
projektu konstytucji Unii Europejskiej, w której nie ma miejsca nawet
na dekoracyjne deklaracje o chrześcijaństwie kształtującym Europę
przez wieki.
Po zakończeniu działań wojennych ks. Poradowski przedostał się do Włoch.
Wstąpił tam do II Korpusu gen. Władysława Andersa i pełnił służbę
jako kapelan wojskowy. Po demobilizacji osiadł we Francji, gdzie za
zgodą ordynariusza diecezji włocławskiej ks. bp. Radońskiego poświęcił
się dokończeniu studiów. Wkrótce potem, po uzyskaniu trzech doktoratów:
z teologii, prawa i socjologii, został skierowany do pracy w Chile jako
profesor na katolickich uniwersytetach w Santiago i Valparaiso. Działał
aktywnie w duszpasterstwie akademickim oraz wśród nielicznej, ale prężnej
Polonii. Był prezesem Związku Polaków, wydawcą pisma "Polak w
Chile", ponadto redagował własny kwartalnik "Estudios el
comunismo" ("Studia nad komunizmem"). Należał do
najwybitniejszych znawców i krytyków marksizmu. Jego prace naukowe
ukazywały się po hiszpańsku, portugalsku, angielsku i oczywiście po
polsku, ale wyłącznie na emigracji.
W Chile przeżył dramatyczne momenty podczas lewackich rządów
Salvatore Allende. Został wówczas całkiem usunięty z uczelni, miał
zakaz chodzenia w sutannie czy choćby w koloratce, a na życie zarabiał
jako taksówkarz...
Do ukochanej Polski powrócił na stałe dopiero w 1993 roku. Wcześniej
bowiem nie było dla niego miejsca w kraju rządzonym przez zbrodniczych
komunistów. Osiadł we Wrocławiu, przy rodzinie swego nieżyjącego już
brata Szymona.
Należał do licznych towarzystw naukowych, prowadził ożywioną
korespondencję w zakresie swych zainteresowań i specjalizacji
naukowych z uczonymi z całego świata. Bardzo dużo czytał i pisał,
żywo interesował się wydarzeniami w kraju i na świecie. Już podczas
pierwszego pobytu w Polsce w 1992 roku po wnikliwych obserwacjach tego,
co się dzieje, przepowiadał, że zmiany będą płytkie i
powierzchowne, a rany zadane Polakom przez komunizm - bardzo bolesne i
niegojące się. Miał rację, choć akurat w tym tak bardzo chciał się
mylić.
Leszek Żebrowski
|